Koszty życia w Kalifornii - luty

Tradycyjnie po zakończonym miesiącu krótkie podsumowanie naszych wydatków. W lutym nie kupowaliśmy żadnych samochodów, więc wydatki wróciły do normy ;)

Poprzednie wpisy z serii znajdziesz tu: miesięczne raporty wydatków.

Zakupy

Produkty spożywcze i higieniczne kosztowały nas w lutym $408.60. Nadal pozostajemy fanami Sprouts’a – próbowaliśmy robić zakupy także w innych sklepach, ale albo są za daleko, żeby się opłacało, albo produkty, których potrzebowaliśmy, były droższe niż w Sprouts. Tak czy inaczej, jeśli nawet macie swój ulubiony sklep, to czasem warto zerknąć na ulotkę z innego (skrzynka pocztowa bywa nimi zapchana, a nie trzeba tracić czasu i jeździć do sklepu), czy może nie ma tam tańszych produktów o długim terminie przydatności, których zużywacie w dużych ilościach. My około raz w miesiącu jeździmy do Safeway’a, na przykład po pastę do zębów, która podczas promocji jest tam bardzo tania. Kupujemy też inne produkty, w szczególności markowe – tych w Sprouts nie ma prawie wcale. Oczywiście nie ma sensu jechać do jakiegoś sklepu specjalnie po jedną rzecz, bo „jest na promocji”, paliwo też kosztuje, a co ważniejsze – nasz czas. Kwota za zakupy domowe wyniosła $271.34 – głównie były to przedmioty związane z wyposażeniem i oświetleniem mieszkania.

Posiłki poza domem

Wydane $135 – bynajmniej nie znaleźliśmy restauracji, do której chcielibyśmy regularnie wracać, ale próbujemy. Może jesteśmy zbyt wybredni ;) Jak ktoś lubi owoce morza albo kuchnię indyjską lub meksykańską, to raczej coś tu dla siebie znajdzie.

Samochód

Paliwo w lutym  kosztowało nas $240.03, a parking w San Francisco tuż przy nabrzeżu $24. Za niecałe trzy godziny, rozbój w biały dzień! A tak naprawdę, to jeszcze się nie przyzwyczaiłam, że to normalna cena w takim miejscu. Za mycie samochodu z odkurzaniem  zapłaciliśmy $15, nie było profesjonalnie, ale przynajmniej tanio, no i w Kalifornii samochód szybko robi się szarobury. Dostaliśmy też czek ze zwrotem od ubezpieczyciela naszego samochodu na kwotę $241.01. Nie mamy pojęcia skąd ta promocja, wszelkie czeki chętnie przyjmujemy :P

Mieszkanie i opłaty

Rachunek za wynajem mieszkania opiewał w tym miesiącu na $2049.53, w tym opłaty komunalne za grudzień (rozliczane z dwumiesięcznym opóźnieniem). Do tego doliczyć trzeba $32.19 za prąd (PG&E) oraz $41.53 za internet (Comcast).

Inne

$220 zapłaciliśmy za wkręcenie haka w sufit. Generalnie wszelkie usługi tego typu (remontowe, hydrauliczne, itp.) są w Kalifornii bardzo drogie. Ale wyjątkowo przyznam, że panowie rozmontowali kawałek sufitu, żeby hak wkręcić, więc w sumie chyba im się należało. Prepaid do dwóch telefonów kosztował $84. Na ubrania wydaliśmy $23.88, ale obawiam się, że kwoty w tej kategorii będą rosnąć, bo w tutejszym słońcu odzież strasznie blaknie. Koszt jednej wizyty u lekarza wyniósł $10, oczywiście z ubezpieczeniem. Za zeszłomiesięczną przygodę z chirurgiem szczękowym przysłano czek ze zwrotem na kwotę $168.50, dla przypomnienia – zapłaciliśmy wtedy $539.5 depozytu i nie byliśmy pewni, czy nie będziemy jeszcze dopłacać. Za wysłanie niewielkiej paczki do innego stanu USPS (zwykła poczta) policzyła sobie $12.35, trochę dużo :/ Walentynkowy bukiet róż – $23.38. Fryzjer, a dokładniej samo farbowanie na dwa kolory, kosztował $185 (mam długie włosy, w Polsce płaciłam za taką usługę około 400zł). Różne inne wydatki, mało ciekawe z punktu widzenia bloga, w tym na przykład prezenty na Walentynki albo gra z iTunes na iPada, wyniosły $90.84.

Zwroty w tym miesiącu wyniosły: $3.2 za recykling butelek, $27.25 za oddaną do Ikei szafkę, $38.67 cashback z karty kredytowej.

Zakupy: $679.94
Posiłki poza domem: $135
Samochód: $38.02*
Mieszkanie: $2123.25
Inne: $411.83

Suma wydatków:  $3388.04

* Kwota za samochód obejmuje zwrot od ubezpieczyciela, stąd wyszło tak mało pieniędzy.

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis przyda się szczególnie osobom rozważającym przeprowadzenie się do Kalifornii! Wszelkie pytania i komentarze mile widziane.

4 przemyślenia nt. „Koszty życia w Kalifornii - luty

  1. Trochę poza tematem bloga, ale… ;-)
    Ten fryzjer to drogi…. Podziel się może zdjęciem z tym drogocennym efektem farbowania, żeby było wiadomo czy warto było tyle zapłacić ;-)

  2. Nie podzielę się, bo nie było warto. Poprzednim razem Mąż mi lepiej pofarbował sam w domu :P Po prostu zawsze wierzyłam, że farby u fryzjerów są lepszej jakości i nie niszczą tak bardzo włosów jak domowe, ale przy takich cenach chyba już mi się odwidziało ;)

  3. Rzeczywiście profesjonalne farby są dużo lepsze. Można je dostać w sklepach fryzjerskich, więc rozejrzyj się w okolicy za takim sklepem.
    Skoro Mąż może Ci pofarbować włosy, to chyba warto spróbować :-)

  4. Moj maz obcinal sie w dwoch roznych miejscach w Sunnyvale I zawsze konczylo sie poprawka w domu. Mam wrazenie ze fryzjerzy tutaj nie wiedza co robia wiec sama tez boje sie poswiecic swoje wlosy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>